Przygarnij kociaka
W tej rubryce znajdziecie kociaki, które czekają pod naszą opieką na nowe domy. Od strony formalnej nowego opiekuna obowiązuje podpisanie umowy adopcyjnej, która gwarantuje dbałość o przyziemne potrzeby naszego pupila. Nieformalnie oczekujemy dozgonnej miłości i szacunku dla zwierzaka, którego bierzecie Państwo pod opiekę :)
.
Ponieważ prowadzimy ośrodki na terenie Warszawy i okolic, adopcji dokonujemy wyłącznie na tym obszarze. Niestety nie jesteśmy w stanie określić dokładnego wieku naszych kociaków. Daty umieszczone przy imionach w przypadku dorosłych kotów są przez nas ustalane orientacyjnie.
Kasia
Kasia ur. marzec 2007
Swój pierwszy rok życia spędziłam na działce ogrodniczej. I pewnie mieszkałabym tam nadal, ale wiosną 2007 roku właściciel działki wyrzucił mój domek na śmietnik. Byłam zdziwiona, dlaczego tak zrobił, przecież przez cały rok spałam tam sobie i pomagałam mu w tępieniu gryzoni, żeby mógł hodować roślinki. Potem kazał mnie zabrać i zagroził, że jeżeli nasza opiekunka tego nie zrobi, pozbawi mnie życia. Nie było wyjścia, trzeba było zamieszkać w ośrodku adopcyjnym. Teraz zamiast hektara zieleni mam do dyspozycji jedynie małe mieszkanko i dużo innych kotów. Całe szczęście mam zgodny charakterek i jakoś dogaduję się z tą ferajną. Lubię spokój i swobodę. Wystarczy mi ciepły monitor i możliwość wyspania się, no i przytulania oczywiście, oj przytulanie to ja lubię najbardziej. Tylko mojej opiekunce nie wystarcza dla mnie czasu, bo i inne koty chcą tak samo. Ale ktoś na pewno będzie mnie jeszcze chciał, prawda?
Swój pierwszy rok życia spędziłam na działce ogrodniczej. I pewnie mieszkałabym tam nadal, ale wiosną 2007 roku właściciel działki wyrzucił mój domek na śmietnik. Byłam zdziwiona, dlaczego tak zrobił, przecież przez cały rok spałam tam sobie i pomagałam mu w tępieniu gryzoni, żeby mógł hodować roślinki. Potem kazał mnie zabrać i zagroził, że jeżeli nasza opiekunka tego nie zrobi, pozbawi mnie życia. Nie było wyjścia, trzeba było zamieszkać w ośrodku adopcyjnym. Teraz zamiast hektara zieleni mam do dyspozycji jedynie małe mieszkanko i dużo innych kotów. Całe szczęście mam zgodny charakterek i jakoś dogaduję się z tą ferajną. Lubię spokój i swobodę. Wystarczy mi ciepły monitor i możliwość wyspania się, no i przytulania oczywiście, oj przytulanie to ja lubię najbardziej. Tylko mojej opiekunce nie wystarcza dla mnie czasu, bo i inne koty chcą tak samo. Ale ktoś na pewno będzie mnie jeszcze chciał, prawda?
Tolaur. październik 2003
Trafiłam na ulicę po śmierci mojego właściciela. Kiedy żył, dobrze się mną zajmował, ale odszedł. Kiedy tylko znaleźli się chętni na nasze mieszkanie, wyrzucono mnie na trawnik pod blokiem. To straszne stracić rodzinę i dach nad głową jednego dnia. Nikomu tego nie życzę, nawet tym złym ludziom, którzy nie zatroszczyli się o mnie, kiedy zostałam sama. Całe szczęście znalazł się ktoś, komu mój los nie był obojętny i zawiózł mnie do ośrodka adopcyjnego fundacji. Nie czuję się tutaj zbyt dobrze, zawsze miałam dom i człowieka tylko dla siebie. A teraz wszystko jest inaczej. No i fundacyjny Dziadek chyba mnie nie lubi, bo ciągle mnie gania. Moja opiekunka mówi, że to tylko zabawa i on nie ma złych zamiarów, ale jakoś nie mogę się do niego przekonać... Jaka jestem? Bardzo spokojna i stonowana, nie lubię być noszona na rękach, ale głaskanie przeważnie przyjmuję z zadowoleniem. Szukam spokojnego domu, bez małych dzieci, gdzie będę mogła delektować się życiem i towarzystwem mądrego i kochającego mnie człowieka...
Aktualności z codzienności:
27 kwiecień 2008
Dziś odkryłam w sobie nowy talent. Ostatnio bardzo uważnie przyglądałam się mojej opiekunce. No i wiecie czego się od niej nauczyłam? A nauczyłam się otwierania drzwi. Pomyślicie sobie - "pewnie coś ściemnia ta kocica". A ja Wam powiem, że kot to nie gapa i doskonale wie, do czego służy klamka. Jestem trochę za niska, żeby otworzyć je od tak, jedną łapką. Ale w końcu od czego mam drugą? No bo wiecie, kiedy jest się kotem i chce się otworzyć drzwi, wystarczy przecież skoczyć na klamkę i już :)
Freduś - Błyskawicaur. wrzesień 2006
Nie zaznałem w swoim życiu bezdomności, jak wielu moich kocich kumpli. Urodziłem się w domu i miałem go, dopóki moja opiekunka nie zachorowała. Bardzo źle się czuła i nie mogła się mną już opiekować. To smutne, ale nie mam do niej żalu. Takie jest życie... Trzeba być dzielnym kotem i staram się taki właśnie być. Cóż mogę o sobie powiedzieć? Jestem trochę bardziej zbzikowany od innych kotów, ale uważam to za swój atut. Kiedy ze mną mieszkasz, przynajmniej wiesz, że masz kota :) Mam spore pokłady energii, które wykorzystuję na wiele różnych sposobów. Na przykład kiedy ganiam za piłeczką, często zatrzymuję się dopiero na ścianie, zdziwiony, że dalej pobiec już się nie da. Lubię też poszaleć w towarzystwie innych kotów. Dostałem na drugie imię Błyskawica, bo kiedy moja opiekunka ugotuje nam mięso, porywam w tempie błyskawicznym największy kawałek i równie szybko go zjadam. Nie myślcie sobie, lubię też pospać. Wtedy wyglądam podobno bardzo niewinnie. No bo jak nie rozczulić się widokiem kota, który śpi na grzbiecie i ufnie pokazuje domownikom brzusio? :) Jakiego domu szukam? Dość długo oswajałem się po przeprowadzce do ośrodka adopcyjnego, więc na pewno mój opiekun powinien być cierpliwy. Nie przepadam za noszeniem mnie na rękach, ale lubię być głaskany. Myślę, że znajdzie się ktoś, kto doceni mnie takiego, jakim jestem.
Aktualności z codzienności:
27 kwiecień 2008
Moja koleżanka Tola otworzyła nam dziś drzwi do wolności, bo jak już pewnie czytaliście, nauczyła się je otwierać, skacząc na klamkę. Nie omieszkałem z tej możliwości skorzystać i czmychnąłem na podwórko. Moja opiekunka musiała parę godzin spędzić pilnując mnie, zanim mnie złapała i zaniosła do domu. Sam bym nie wrócił, dosłownie oszalałem, kiedy zobaczyłem ten niesamowity i wielki świat, który cieszył i przerażał jednocześnie. Ale dzięki temu wiem, że muszę znaleźć dom, gdzie nie będę wychodził, bo mógłbym zapomnieć, jak wrócić :)
Paluszek i Łapeczka27 kwiecień 2008
Moja koleżanka Tola otworzyła nam dziś drzwi do wolności, bo jak już pewnie czytaliście, nauczyła się je otwierać, skacząc na klamkę. Nie omieszkałem z tej możliwości skorzystać i czmychnąłem na podwórko. Moja opiekunka musiała parę godzin spędzić pilnując mnie, zanim mnie złapała i zaniosła do domu. Sam bym nie wrócił, dosłownie oszalałem, kiedy zobaczyłem ten niesamowity i wielki świat, który cieszył i przerażał jednocześnie. Ale dzięki temu wiem, że muszę znaleźć dom, gdzie nie będę wychodził, bo mógłbym zapomnieć, jak wrócić :)
ur. maj 2006


Pochodzimy z jednego z podwarszawskich osiedli. Urodziliśmy się w piwnicy jako dzieci dzikiej kociej mamy, ale pomimo tego postanowiliśmy obdarzyć zaufaniem człowieka. Przez rok swojego życia mieszkaliśmy w piwnicy, ale wolność nie zawsze smakuje słodko. Kiedy przychodzi zima, marzną łapki. Nie wszyscy ludzie akceptują naszą obecność i zdarza się, że robią nam krzywdę... Poza tym, kiedy już pokocha się człowieka, kontakt jedynie w czasie karmienia przestaje wystarczać. No i tak zapadła decyzja, że zamieszkamy w ośrodku adopcyjnym i tam poczekamy na nowy dom. Jak widać, jesteśmy bliźniakami, różni nas jedynie niewielki szczegół :) Uwielbiamy bawić się butami ciągając je za sznurówki po całym mieszkaniu, domagamy się głaskania, ale branie na ręce nie wchodzi w rachubę. Brak gruntu pod nogami sprawia, że czujemy się niepewnie. Jesteśmy nierozłączni i szukamy domu, gdzie będziemy mogli zamieszkać razem. Jeżeli chcesz mieć u siebie dwóch niepowtarzalnych braci, postaw na Paluszka i Łapeczkę :)



